Alicja Przybylska

Alicja Przybylska od trzech lat choruje na raka jajnika. Jest najstarsza uczestniczką dzisiejszej sesji. Ale z powodu wielkiej energii i apetytu na życie spokojnie można by odjąć jej połowę tych lat, które przeżyła. Chemię skończyła dwa i pół miesiąca temu, a w sumie przyjęła ich 40. Ta ostatnia jednak mocno pogłębiła neuropatię.

Alicja przed chorobą żyła bardzo aktywnie: jeździła na rowerze, chodziła na długie spacery, uprawiała fitness. Dzięki temu czuła się świetnie, nic jej nie dolegało, nie musiała brać żadnych leków. Jednak któregoś dnia poczuła dyskomfort w pęcherzu moczowym. „Pomyślałam, że to zapalenie i w aptece kupiłam tabletki na tę dolegliwość.” Niestety nie pomogły. Prywatnie wykonane badanie moczu nic nie wniosło, prócz tego, że z pęcherzem jest wszystko w porządku, bo parametry były prawidłowe. Udała się więc do lekarza. I tu Alicja zaczyna operować dniami tygodnia, jakby to wszystko miało miejsce nie dalej, jak miesiąc, a nie trzy lata wstecz. „We czwartek ginekolog wykonał USG transwaginalne, które pokazało nieprawidłowości. W poniedziałek w szpitalu miała miejsce konsultacja, we środę zgłosiłam się na odział, a po badaniach we czwartek i piątek, wyznaczono mi operacją, która odbyła się w poniedziałek.” Gdy usłyszała diagnozę powiedziała lekarzowi: „Nie interesuje mnie, co będziecie ze mną robić. Ja chcę żyć. To jest jedyna opcja.”

Na chemię zareagowała bardzo dobrze, bo markery zaczęły spadać. Ale przy pierwszych badaniach kontrolnych marker znów był bardzo wysoki, wielokrotnie przewyższający normę. Badanie wykazało: guz lity z naciekiem na esicę. Wtedy skierowano mnie na drugą operację. Ponownie chemia, rok przerwy i nacieki na otrzewnej. Przez trzy lata leczenia półtora roku byłam bez włosów.”

Gdy przechodzimy więc do rozmowy o włosach, traktuje ten temat zupełne naturalnie i spokojnie. Kiedy zobaczyła, że jej włosy są bezkształtną i poplątaną masą, spytała swojego partnera: „Ty przód czy tył?” I tak pozbyła się jednego z atrybutów kobiecości. „Jak wstawałam rano to nie czułam się z tym dobrze. Ale tak było tylko za pierwszym razem. Za drugim i trzecim nie było to już nic nowego. Brak włosów nigdy nie był dla mnie dramatem. Bawiłam się turbanami, a w szpitalu byłam gwiazdą.  Nigdy nie chodziłam w szlafroku czy pidżamach. Rano zakładałam dresik, turbanik i nakładałam makijaż. Zaczęłam nawet robić czapeczki na szydełeczku i tym działaniem odczarowywałam szpital.”

Za chwilę będzie przygotowywać się do sesji. Co czuje? Cieszy się, że jest tu dziś, bo mogła spotkać się z koleżankami. Ostatni rok nie był dla niej łatwy. Straciła nagle swojego długoletniego partnera, nastąpił nawrót choroby i jeszcze lock down wynikający nie tylko z pandemii, ale spowodowany jej słaba odpornością. „Nie widzę siebie w tym entourage, bo wolę naturę, lecz musi być ten pierwszy raz. Pierwszy raz będę w lokach i sukni. Ale jestem bardzo szczęśliwa, że zostałam tu zaproszona, bo cały ten dzień i uczestnictwo w wydarzeniu jest dla mnie czymś kompletnie nowym.”

Pomimo tego, co mówi Alicja na temat sukni i loków, mam wrażenie, że nie są one dla niej czymś nadzwyczajnym. Opowiada, że w domu nigdy nie miała dnia tak zwanego „szlafrokowego”. „Dla mnie to strata czasu. Ja muszę rano wstać, zadbać o siebie, umalować paznokcie. I pójść na długi spacer.” Może dlatego – mimo tak długiego leczenia – nigdy nie przestała czuć się kobietą. Jesteś księżniczką? – pytam z uśmiechem. „Tak.” – odpowiada bez chwili wahania. „Czuję się damą i tak mówią na mnie w szpitalu.”

Gdy rozmawiamy o profilaktyce, mówi, że robiła cytologię i mammografię, a poza tym jej ogólny stan zdrowia był bardzo dobry. Dlatego gdy pojawiły się problemy z pęcherzem było to dla Alicji dużym zaskoczeniem. „Na szczęście trwało to tylko kilka miesięcy i chyba dzięki temu żyję.”

Alicja mówi, że choroba bardzo ją wzmocniła psychicznie. To, że tak dobrze zniosła trudy leczenia, jest zdecydowanie zasługą córki i bliskich. Natomiast czas spędzony na leczeniu sprawił, że ma teraz potrzebę nawiązania nowych kontaktów. Ma nadzieję, że dzisiejsze wydarzenie jej w tym pomoże. Śmiejemy się, gdy pada stwierdzenie, że ma ochotę na bardziej rozrywkowe życie.

Rada Alicji dla innych kobiet: „Na pewno badania, na pewno profilaktyka. I słuchanie swojego organizmu. Brak objawów i dobre samopoczucie nie musi oznaczać, że w organizmie nie dzieje się nic niepokojącego.”

Rozmawiała Anna Małek

#onkocafe @księżniczki